Do Państwowej Inspekcji Pracy w Katowicach wpłynęło pismo, informujące o skandalicznych warunkach w domu opieki „Promyk” w Pietrowicach Wielkich. Autor zarzuca personelowi głodzenie a nawet bicie podopiecznych. – To zemsta byłego pracownika – odpowiada na zarzuty szefostwo placówki.
Rodzinny Dom Opieki i Dziennego Pobytu „Promyk” to niepozorny budynek sąsiadujący z przedszkolem przy ulicy Żymierskiego w Pietrowicach Wielkich. Na blisko pięciuset metrach kwadratowych mieszka 29 podopiecznych. Są to osoby starsze, którymi nie potrafiły się zaopiekować rodziny. Za 2100 złotych miesięcznie mają tu mieć zagwarantowane godne warunki na jesień życia.
Nie głodzimy
Otwarty cztery lata temu ośrodek jeszcze do niedawna cieszył się wzorową opinią. Cieszył się, bo obecnie musi tłumaczyć się z zarzutów, dotyczących znęcania się nad pacjentami. Jeden z nich przesłany do inspekcji pracy dotyczy głodzenia pacjentów. – Stan podopiecznych wynosi blisko 30 osób a racje żywnościowe zamawiane są dla 23 osób i to od dłuższego czasu, kobiety często mają o połowę mniej obiadu a zdarzało się, że osoby leżące otrzymują nawet 1/4. Osoba, która wydaje posiłki musi się nieźle nakombinować żeby starczyło dla wszystkich – czytamy w piśmie. Postanowiliśmy zapytać Bożenę Słonecką, dyrektora placówki, czy „Promyk” rzeczywiście oszczędza na obiadach. W piśmie również nie brakuje uwag co do czystości w domu opieki. Dyrekcja od razu zgodziła się na wizytę naszego dziennikarza, wyjaśniając przy okazji, że całe zamieszanie jest sprawką jednej osoby. – To nasza była pracownica, która została zwolniona dyscyplinarnie. Obiecała, że nas zniszczy. Od ponad roku zatruwa nam życie. Gdybyśmy głodzili naszych podopiecznych, z obiadu nie zostawałoby wiadro zlewek – tłumaczy nam Słonecka.
Nie bijemy
Pismo najprawdopodobniej rzeczywiście pisała osoba, która pracowała w ośrodku. Świadczą o tym szczegóły, które znać może tylko personel. – Pampersy zmoczone od podopiecznych często trzymane są na korytarzach lub w brudowniku, po kilka godzin. W kuchni nie ma gorącej wody jest zmywarka która jest włączana jeden raz dziennie po obiedzie, naczynia po śniadaniu i kolacji często są myte w zimnej wodzie. Na nocnej zmianie pracuje tylko jedna osoba a ludzie są z różnymi chorobami, często psychicznymi. Byłam również świadkiem jak dyrektor placówki pani Bożena Słonecka uderzyła w twarz podopiecznego pana Alojza S. – czytamy w piśmie. – Nic takiego nie miało miejsca. Można spytać współlokatorów pana Alojza, którzy u nas jeszcze przebywają. Ta pani już u nas nie pracuje, bo opowiadała bzdury, że ktoś z personelu współżył z naszym mieszkańcem – wyjaśnia dyrektorka.
Kontroli się nie boją
Nasz dziennikarz z personelem został oprowadzony po pomieszczeniach domu opieki. Kierowniczka pytała przy nas pacjentów o to jak się im mieszka w ośrodku. Wszyscy zapewniali, że warunki w domu są dobre. Na koniec pokazano nam również pełną lodówkę z jedzeniem. – Bardzo ubolewam nad tym, że nasi byli pracownicy tak się zachowują. Odbieramy nieprzyjemne telefony i smsy. Warunki u nas są naprawdę lepsze niż w innych placówkach tego typu w powiecie – mówi Bożena Słonecka. Niewykluczone, że lada dzień inspektorzy Państwowego Inspektoratu Pracy skontrolują ośrodek. Nie wiadomo jednak, jaki skutek będzie miała taka wizyta skoro o donosie do PIP wie już kierownictwo domu opieki. – Próbujemy zawsze utrzymać element zaskoczenia, aby poznać faktyczne warunki, jakie panują w kontrolowanym podmiocie – mówi Michał Olesiak, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach. – Na tę chwilę, mogę jedynie powiedzieć, że taka kontrola jeszcze się nie rozpoczęła. Naszych planów wolałbym również póki co nie komentować – dodaje Olesiak.
Adrian Czarnota