wtorek, 2 marca 2010 , nr 9 (933)
Racibórz, Informacje |
|
|
|
Młody biznes w tanecznym rytmie
Takiej szkoły w mieście jeszcze nie było. Takiego otwarcia również.
Prezydent Raciborza z dwoma zastępcami oraz wicestarosta wzięli udział w inauguracji działalności pierwszej w mieście prywatnej szkoły tańca, należącej do sieci Lilla House.
Mirosław Lenk był mistrzem ceremonii, w asyście Martyny Rożnawskiej. Z mężem Markiem prowadzi ona Lilla House. – Najczęściej przychodzi się do mnie, żebym pomógł załatwić pracę. Ci młodzi ludzie odwiedzili mnie ze swym pomysłem na biznes. To oni zatrudniają. Poprosili o patronat, którego chętnie udzieliłem – powiedział podczas otwarcia dla VIP-ów. Pomysł z zaproszeniem do współpracy lokalnych władz nie jest nowością dla sieci Lilla House. – W Łodzi, gdzie zaczynaliśmy, też gościliśmy na otwarciu zastępcę prezydenta – podkreślał Przemysław Litwin. Inaugurację w Raciborzu porównał do występów tancerzy jego szkoły w warszawskich Złotych Tarasach czy łódzkiej Manufakturze.
Tańca będą uczyć tu młodzi instruktorzy. Manuela Krzykała to tegoroczna maturzystka. W Lilla House zajmie się m.in. jazzem. Będzie to dla niej pierwsza praca. Jej równieśniczka Marta Szlachcianowska będzie dojeżdżać do Raciborza aż z Bielska Białej. Więcej czasu spędzi w pociągach niż na miejscu. – Mam doświadczenie z pracy w innej szkole tańca – powiedziała. Breakdance będzie popularyzował Arkadiusz Karcz, 19-latek. Należy do zespołu Beat Killaz. W klubie młodzieżowym Strefa ćwiczył już z młodszymi fanami tańca. – Jest duże zainteresowanie, przy naszych próbach kręciło się wiele osób – mówił.
Szkoła ruszyła w odnowionym budynku przy ulicy Kochanowskiego. Jego właściciele – małżeństwo Wołek szybko dogadali się z najemcami. – Tak sobie wymarzyłam, że będzie tu szkoła tańca – uśmiechała się Violetta Larysz-Wołek.
(ma.w)
|
|
|
|
|
|
|
Komentarze użytkowników »
|
napisał: ~sprawdzający
08-03-2010 15:16
|
Niestety nie znam właścicieli tej szkoły i nigdy nie miałem z nimi nic do czynienia. Więc nie chodzi tu o ich obronę ale o spojrzenie prawdzie prosto w oczy... |
napisał: ~komuch
06-03-2010 21:14
|
widzę że wszyscy znajomi właścicieli tej szkoły dzielnie ich bronią i wypowiadają się na forach. lojalność ponad wszystko jak w sekcie albo w kółku różańcowym:) nie ważne że jeszcze nic nie zrobili ale ważne że nasi czyli "dokopać komuchą" |
napisał: ~sprawdzający
06-03-2010 20:24
|
Do do tego artykułu w NR był jeszcze dołączony list P. E. Biskup...
Droga Pani Elżbieto, bardzo cenię Panią i Pani pracę na rzecz kultury w Raciborzu. Nie mogę się jednak zgodzić w kwestii ośrodków w których można się uczyć tańczyć (bo szkołą tańca niestety nie można ich nazwać..). Osobiście jestem po 6 stopniach kursu tańca towarzyskiego, który od wielu lat prowadzi ("niezawodna"??) pani Dziedzic - o której wspomina też Pani w swoim liście. Szczerze mówiąc, kurs ukończyłem tylko dlatego, że od lat kocham taniec i nie przejmowałem się zachowaniem samej pani prowadzącej...
No właśnie - postawa pani Dziedzic niestety nie przyciąga młodych ludzi do wzięcia udziału w kursie. Co z tego że pani Małgorzata ma więcej niż jedną stronę A4 (jak Pani podkreśla w liście) osiągnięć i kwalifikacji skoro jej podejście do młodych jest hmmm... delikatnie mówiąc - DZIWNE! Znam bardzo wiele osób które zrezygnowały z kursu po pierwszym czy drugim stopniu z powodu żenującego zachowania pani Małgorzaty Dziedzic, która np. już na pierwszych zajęciach wybierała sobie kilku faworytów przy czym jednocześnie reszta grupy schodziła na plan drugi... Nie każdy kto zapisuje się na kurs umie tańczyć (bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi żeby uczyć się czegoś co się już umie ... ), a wygląda to tak, że tymi "ulubionymi" osobami są ci którzy mają dobre poczucie rytmu, znają większość kroków tanecznych , bądź (oraz) są z panią prowadzącą w jakiś sposób zaznajomieni...
O tym że sala nie była (bo przyznam szczerze nie orientuję się jak jest teraz...) klimatyzowana ani nie miała luster, które moim zdaniem są niezbędne na tego typu kursach nie muszę wspominać...
Pani Dziedzic prowadzi również KLUB miłośników tańca towarzyskiego... Do dnia dzisiejszego zastanawiam się na jakiej podstawie chętni są do niego przyjmowani...
Jeśli już ktoś się "szczęśliwie" dostanie do tegoż klubu to (podobnie jak na samym kursie) pani Małgosia ma od dwie lub 3 pary, które są FAWORYTAMI i które są wysyłane na różnego typu konkursy i pokazy... Wiadomo - niech zdobywają medale ci najlepsi, ale niech też wszyscy mają równe szanse stania się tymi NAJLEPSZYMI...
Zdaję sobie sprawę z tego że "FANI" pani Małgosi Dziedzic dostaną furii po przeczytaniu tego komentarza, ale wiem też że nie jeden z "kursantów" bez problemu mógłby się pod nim podpisać...
Osobiście cieszę się, że powstała w Raciborzu SZKOŁA TAŃCA w której (mam nadzieję) zatrudnione są osoby z prawidłowym podejściem zarówno do młodzieży jak i do samej (tego typu) pracy!
Podsumowując, Droga Pani Elżbieto, niestety nie jest tak kolorowo jak się wydaje jeśli chodzi o dotychczasowe "szkoły" (?????) tańca do jakich mieliśmy do tej pory dostęp w Raciborzu. Niestety...
Pozdrawiam serdecznie!
Tomek
PS. Pozdrowienia dla wszystkich miłośników tańca, oraz dla Państwa Martyny i Marka Różanowskich.
|
napisał: ~do obserwera
03-03-2010 19:51
|
pani Rożnawska nie jest córką p. Fudali! nazywała się Stogniew. |
napisał: ~Obserwer
03-03-2010 09:23
|
Tonący Lenk spódnicy młodych tancerek się chwyta? Żenada. I dla Lenka i dla szkoły. Pani Fudali (architekt) dostaje od miasta sporo zleceń, więc jej córka musiała zaprosić Prezia na otwarcie swojej szkółki ? |
|
 |
|